Przejdź do głównej zawartości

Wojtek Sokół - "Wesołych Świąt"

 

Moje pokolenia zna, ale Ci trochę młodsi lub starsi mogą nie kojarzyć. Wojtek Sokół to legenda polskiej sceny hip-hopowej. Słuchałem go ponad dwadzieścia lat temu na mp3'trójce, jeżdżąc autobusem w kółko na wagarach. Od tamtej pory śledzę jego poczynania. Z tą książką jest coś nie tak.

Z mojej perspektywy jest to historia o osiedlowych świrach. Półświatek przestępczy i wszystkie wychodzące z tego konsekwencje. Mamy Grabę i Cytrynowego, (ich ksywy) którzy wplątują się w różne niebezpieczeństwa. Nic nowego!

Moja siostra od razu kupiła tę książkę, więc mnie uprzedziła, bo sam bym ją kupił, ale dobrze, że jej nie kupiłem.

Nie podoba mi się sam pomysł. Wierzę, że Sokół chciał nakreślić historię o gangsterce, zwyczajach, osiedlowych akcjach, bohaterach ulicy. Cała historia jest miałka i wydaje się być pisana na siłę. Nie ma tej głębi tworzonych postaci, bo w zasadzie każdy jest jednocześnie zły i na swój sposób "fajny". Ja tego nie kupuję.

Dużą rolę odgrywa w tej literaturze zbieg okoliczności. Co chwilę pojawiają się sytuacje jakby z nieba. Ten zabieg ma chyba podkreślić akcje, a tylko sprawia, że nie bardzo się to trzyma całości.

Okładka jest beznadziejna. Dlaczego taki tytuł? Akcja dzieje się w święta po prostu.

Wulgarny język powieści jest niezbędny. Na początku może to razić czytelnika, ale potem się przyzwyczaja i jest w porządku. Natomiast same dialogi według mnie są dosyć słabe. Oparte na wiedzy ulicznego slangu - to wyszło, ale nie jestem przekonany do końca. 

Książka jest długa i źle mi się ją czytało. Zbyt dużo jest napisane przez narratora, co sprawia problemy w odbiorze, bo w każdym kolejnym rozdziale inna osoba pełni rolę narratora i trudno się odnaleźć, co gdzie i jak kiedy. Zła równowaga między dialogami a opisami. Za dużo tych drugich.

Ciężko mi pisać tę recenzję, bo naprawdę szanuję Wojtka. 

Zakończenie genialne i zjawiskowe. Tak naprawdę trzeba był napisać całą tę opowieść jako to zakończenie, wtedy byłaby dobra.

No nie podobało mi się to ogólnie. Wręcz odjęło mi chęci czytania książek. Panie Sokół - proszę następnym razem pisać o zwykłych i wiele ciekawszych ludziach, a nie "wielkich" warszawskich złodziejach, którzy mają kartonowe osobowości i gówno wnoszą do mojego życia.

Ocena: 42%

Komentarze

  1. Z rapu akurat nie jestem fanką Sokoła, ale oczywiście kojarzę kilka kawałków. Z takich klimatów książkowych to chyba lepsze jest "Bez kontroli" Łukasza Kubiaka, gangsterka jest tam tylko tłem dla prawdziwego problemu: patologii i uzależnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pan Łukasz to chyba żaden raper co nie? :)

      Usuń
    2. Pan Łukasz to nie raper, ale trzeźwy alkoholik, który też miał "ciekawe" perypetie w życiu i przeżył wiele na własnej skórze.
      A co do raperów, to nie wiem jak Sokół, ale większość z nich to tacy gangsta o jakich nawija Zeus w utworze "OutcaZt". xd

      Usuń
    3. Ostatnio często słyszałem o Zeusie. Bardzo dawno temu cos jego sluchalem ale nie pamietam nawet.

      No tak. Raperzy to gangsterzy :D:D

      Otworzylem sie na inna muzyke. Dalej slucham rapu, ale jest lepiej.

      Usuń
  2. Nie jestem jakąć wielką zwolenniczką rapu, ale mam przyjaciela, który kiedyś rapował i z tego co wiem dalej lubi, choć już nie praktukuje takiej muzy, że tak powiem czynnie ;) Dobry rap ma coś mam do przekazania, nawet jeśli czasami jest zbyt dosadny, często niestety też wulgarny, co mnie osobiście nieszczególnie się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest kilka rodzajów rapu:

      - uliczny
      - taki nieco zyciowy
      - poezja spiewana (rapowana)
      - imprezowy
      jescze by sie cos znalazlo

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiedźmin 3 Dziki Gon - No, mega.

  Ta gra to indywidualny świat. Przejście Wiedźmina 3 z większością misji pobocznych to jakieś sto godzin grania. Traktuję to jako pewien achivement - osiągnięcie. Gra oczywiście na motywach powieści Andrzeja Sapkowskiego. Trzecia część opowiada historie Geralta z Rivii, który szuka swojej córki Ciri. A za nimi jak oddech czuć dziki gon, czyli bandę żywych trupów z mocną bronią i czarami. Jeśli chodzi o rozgrywkę, to każda kolejna część Wiedźmina była o nieco lepsza. W tym wypadku mamy szeroki otwarty świat i kilka krain do zwiedzania. Poza misją główną robimy questy poboczne i bierzemy wiedźmińskie zlecenia na potwory. Ubaw po pachy.  Zanim nie zagrałem w Wiedźmina, to myślałem, że z jednej perspektywy jest głupi. Dużo frajdy daje w rpgach rozwój postaci od zera. A tutaj nie zaczynamy od zera, tylko na starcie jesteśmy już herosem. Jednak nie przeszkadza to wcale w grze, bo drogi rozwoju postaci oraz znajdowania ekwipunku są naprawdę satysfakcjonujące.  Przeszedłem całą ...

Rage 2 - rozwalanie na ekranie

Już dawno temu ukończyłem tę grę, ale właśnie teraz przyszła pora, żeby coś napisać. Takie szaleństwo jak na powyższym obrazku to rutyna w "Rage 2". Ogólnie jest to strzelanka w pierwszej osobie. Ma natomiast cechy rpg oraz otwarty i duży świat. Fabuła jest na drugim planie. Nawet już nie pamiętam, o czym to było. Jak zaczynałem grę, to zalewała mnie krew przez system zapisu. Żeby gra się dobrze zapisała, trzeba przejść daną lokację od początku do końca. Grafika jest bardzo przyjemna. Akcja dynamiczna. Rozwój postaci interesujący. Grze można zarzucić, że na dłuższą metę zwiedzanie kolejnych miejsc jest powtarzalne. Bazy z przeciwnikami są robione trochę na jedno kopyto. Dużo interesujących pomysłów tutaj jest. Przemierzając pustynie naszym samochodem, (jest kilka do zdobycia) możemy się natknąć na tajemnicze czarne wierze. Zniszczenie ich da nam korzyści. Oprócz tego są miejsca z bandytami. Arki - pozostałości po zaawansowanej technologii, w których znajdziemy nowe bronie i b...

Teściowie (2021)

W końcu udało mi się trafić na w miarę interesujący polski film. Szału ogólnie nie ma, ale dodaje otuchy, że w naszym kraju można zrobić jakiś ciekawą autorską produkcje. Czemu autorską? Ponieważ autorzy nie łatwo dają się włożyć w schemat i robią coś oryginalnego. "Teściowie" to ogólnie film "przegadany". Już od samego początku możemy zauważyć, że dialog jest tu punktem kluczowym. Mnie zastanawiało, na ile twórcy inspirowali się np. Woody Allenem, bo on jest mistrzem fimów "przegadanych". Wszystko zaczyna się od razu. Dosyć długo zajęło mi zorientowanie się, o co tu tak naprawdę chodzi. "Teściowie" to takie alter ego "Wesela". Tutaj właśnie toczy się akcja, ale ze ślubem było gorzej. Podobno to komedia, ale nie w mojej kwalifikacji. Te rozmowy naprawdę wydawały się być na poważnie, a śmiesznych momentów jest jak makiem zasiał. Film mi się podobał, chociaż zabrakło momentu "wow". Tak szybko się zaczyna jak kończy. To zaledwie ...