Przejdź do głównej zawartości

Hyper Echelon

 

Mam dobre wspomnienia ze strzelankami tego typu. Lecimy od dołu do góry, przemierzając nowe poziomy i niszcząc kolejnych przeciwników. Niestety opisywana gra to przykład nie wypału, ale czasem trzeba napisać o czymś kiepskim, żeby złapać dystans i sprawdzić granice.

Fabuły kompletnie nie znam, bo w takich grach się ją po prostu przewija. Lecimy statkiem. Zabijamy wrogów. Na końcu każdego poziomu jest boss. Ulepszamy statek. I tak w kółko...

Po pierwsze to graficzna katastrofa. Nie dość, że jest tak kolorowo, to widzimy same pixele. Niektórzy powiedzą, że to zaleta i klimat. Ależ oczywiście. Jednakże sama grywalność jest na niespokojnie niskim poziomie. Mówiąc, że jest brzydka, mam na myśli, że granie nie daje żadnej satysfakcji.

Statek możemy ulepszać na różne sposoby. W 30 minut grania ulepszyłem 50% wszystkiego i ledwo odczułem różnice. Zabijanie przeciwników nie daje radości.

Klapa!

Porównywałem tę grę do Tyrian'a. Absolutny klasyk tego gatunku. Twórcy powinni się od tego uczyć.

Ocena: 35%

Komentarze

  1. Najbardziej szkoda tego, że nawet przy prostym schemacie (strzelaj, ulepszaj, boss, repeat) można zrobić coś wciągającego, a tu – jak sam piszesz – brak satysfakcji z grania zabija cały sens.

    Z tym porównaniem do „Tyriana” to też trafne uderzenie, bo jednak klasyki tego gatunku ustawiły poprzeczkę bardzo wysoko i widać od razu, kiedy coś nie trzyma tempa ani progresu.

    Dobrze, że mimo wszystko podchodzisz do tego z dystansem – takie „nietrafione” tytuły też uczą, co naprawdę działa w grach, a co jest tylko pustą formą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczymy się. Z każdej porażki wyciągamy wnioski. Więcej Tyriana mniej Echelona.

      Usuń

Prześlij komentarz