Całkiem późno dowiedziałem się, że reżyserią tego filmu zajął się sam Clint Eastwood, będący dla mnie jednym z największych mistrzów kina. Obraz poleciła mi moja koleżanka. Czy "Przysięgły nr 2" mnie przekonał?
Omawiamy dramat sądowy - świetny gatunek! Dochodzi do śmierci kobiety. Jednym z winnych jest jej chłopak, z którym pokłóciła się w feralny dzień. Następuje wyrok sądu i biegli muszą podjąć decyzje o skazaniu. Jednakże jeden z przysięgłych ma pewną tajemnice - być może on sam zabił tę kobietę.
Mam wrażenie, że ten film dosyć stanowczo inspirowany jest przez "Dwunastu gniewnych ludzi". (klasyk gatunku) Mamy sprawę sądową, której wynik wydaje się być oczywisty, ale ktoś wysnuwa swoje wątpliwości i możemy się pogubić, kto tak naprawdę jest zły.
Problemem tego filmu jest to, że żadna postać nie jest godna sympatii. Jedynie rola J.K. Simmons'a jako byłego policjanta jest interesująca. Nie polubiłem nikogo w tym obrazie. Ani głównego bohatera, ani oskarżonych, ani urzędników sądowych.
Film trzyma w pewnym napięciu i faktycznie ciężko nam ocenić, jak to się skończy. "Przysięgły nr 2" mi się średnio podobał, ale cieszę się, że poznałem kolejny film Clinta Eastwooda. Już mam kolejny na celowniku - "Przemytnik" z 2018 roku.
Jeśli lubicie dramaty sądowe, to śmiało możecie obejrzeć ten tytuł. W przeciwnym razie proponowałbym coś innego na wieczór.
Ocena: 59%


Komentarze
Prześlij komentarz