Moje pokolenia zna, ale Ci trochę młodsi lub starsi mogą nie kojarzyć. Wojtek Sokół to legenda polskiej sceny hip-hopowej. Słuchałem go ponad dwadzieścia lat temu na mp3'trójce, jeżdżąc autobusem w kółko na wagarach. Od tamtej pory śledzę jego poczynania. Z tą książką jest coś nie tak. Z mojej perspektywy jest to historia o osiedlowych świrach. Półświatek przestępczy i wszystkie wychodzące z tego konsekwencje. Mamy Grabę i Cytrynowego, (ich ksywy) którzy wplątują się w różne niebezpieczeństwa. Nic nowego! Moja siostra od razu kupiła tę książkę, więc mnie uprzedziła, bo sam bym ją kupił, ale dobrze, że jej nie kupiłem. Nie podoba mi się sam pomysł. Wierzę, że Sokół chciał nakreślić historię o gangsterce, zwyczajach, osiedlowych akcjach, bohaterach ulicy. Cała historia jest miałka i wydaje się być pisana na siłę. Nie ma tej głębi tworzonych postaci, bo w zasadzie każdy jest jednocześnie zły i na swój sposób "fajny". Ja tego nie kupuję. Dużą rolę odgrywa w tej literaturze ...
Polecali, zachwalali, dali Oscary. Dobre będzie! Mówili. Czy rzeczywiście jest tutaj coś dobrego? Tak jest, ale z wyglądu a na pewno nie przez treść. Chyba wszyscy znają popkulturową postać doktora Frankenstein'a. Wbrew moralnym wątpliwością stworzy on potwora, co przyniesie kolejne konsekwencje. Plus jakieś wątki romansowe, zupełnie bez większego sensu i powtarzany schemat do upadłego. Atutem tego filmu jest podzielenie go na dwie części i opowiedzenie z dwóch różnych perspektyw. To jedyna dobra cecha tej produkcji w warstwie fabularnej. Reszta jest całkiem przewidywalna, schematyczna oraz po prostu nudna. Denerwowałem się krytykowaniem tego filmu, skoro dostał Oscary. Ale on je dostał przede wszystkim za wygląd. "Scenografia, kostiumy, charakteryzacja." Ciężko się z tym nie zgodzić. Ja po seansie ów "wygląd" określiłem jako "świetne zdjęcia", wkładając wszystko co estetyczne do jednego worka. Następnym razem będę musiał lepiej przeanalizować film....