Przed Wami całkiem niezły film science fiction z elementami survivalu. "Ostatni Dom" to nowość od Netflixa potrafiąca zaskoczyć naprawdę dobrym pomysłem. Fabuła opiera się na tym, że rodzina zostaje zamknięta w domu. Na rozwój akcji nie ma co długo czekać. Po paru scenach twórcy przechodzą do sedna. Nie da się otworzyć drzwi, wywiercić dziury czy zbić okna. Co się dzieje? Właśnie na tym to polega. Dość niedawno pisałem o książce Jakuba Żulczyka . Zainteresował mnie ten film, bo miał wspólną, choć zupełnie odrębną wizję ludzi zamkniętych w domu. W przypadku pisarza jest to psychologiczny dramat, a w przypadku opisywanego tytułu dzieło science fiction. Jestem rad, że film zaczyna się bardzo prędko. Nie lubię, gdy producenci podają opis swej produkcji, który jest środkiem seansu. Mam też takie wrażenie, że inspiracją dla twórców "Ostatniego Domu" mógł być również Lovecraft - ze swoimi potworami. Tak potwory są, ale tyle chyba Wam spoilerować mogę. Co tu dużo mówić...
Na rynku powstaje coraz więcej gier horrorów z perspektywy pierwszej osoby. Już jakiś czas temu zainteresowałem się tym gatunkiem, bo daje taką lekką rozrywkę, w której czasami trzeba się naszukać jakiegoś sposobu, by przejść dalej. Przed Wami - Luto. W drugim akapicie zwykle opowiadam o fabule. Tu zasadniczo jakiejś historii nie ma. Ogólnie znajdujemy się w domu, w którym straszy. Naszym celem jest rozwikłanie tego problemu i wydostanie się z tej pułapki. Powyżej obraz, który dobrze zapamiętacie po paru godzinach gry. Grafika jest w porządku. Nie mniej, nie więcej. Główną osią rozgrywki jest motyw pętli czasowej. Jako grasz śnimy sen, toczący się na pustyni i za każdym razem budzimy się w swojej łazience. Chodzimy po własnym domu. W pierwszym akcie, gdy dochodzimy do drzwi wyjściowych, cała akcja się zapętla i od nowa znajdujemy się koło wanny. W trakcie grania zbieramy wszystkie podpowiedzi oraz przedmioty mogące się przydać. Wraz z rozwojem akcji dowiadujemy się więcej s...