Już pisałem o pierwszej części Mass Effect. Teraz przyszła kolej na dwójkę. Ogólnie byłem świadomy tego, że graficznie to się raczej nie różni. Natomiast chciałem przyjrzeć się samej rozgrywce. Są plusy.
Ogólnie to jest rasa, która nazywa się Żniwiarze. Żniwiarze są źli, a my jesteśmy dobrzy. Wcielając się w postać kapitana Sheparda, naszym celem będzie przywrócenie równowagi w galaktyce. Przed nami masa roboty.
Przypomnę, że jest to strzelanka w pierwszej osobie z elementami rpg i otwartego świata. Świat do końca otwarty nie jest, bo każda lokacja prowadzi zwykle od punktu do punktu. Natomiast jest na pewno więcej przestrzeni kosmicznej dlatego, bo możemy latać swoim statkiem po galaktyce, wybierając coraz to nowsze misje.
Jest główny wątek fabularny, który trwa około dwudziestu godzin i chyba drugie tyle misji pobocznych. W Mass Effect 2 postawili na zbieranie członków drużyny. W jednym czasie możemy mieć tylko dwóch towarzyszy, lecz ogółem można ich zdobyć koło dziesięciu - i do każdej misji wybierać kogoś innego.
W dwójce doszły różne zmiany. Bardzo został przebudowany system ulepszania postaci. Punkty skilla dodajemy zaledwie do kilku podstawowych umiejętności. Resztę ulepszeń postaci, pancerza, broni, statku, znajdujemy w świecie gry w formie fizycznej. Np. zdobywamy plan ulepszania zbroi i w zamian za opłatę robimy upgrade.
Gra jest nieco lepiej zbalansowana od jedynki. Ale czuję się w niej bardziej klaustrofobicznej. Mapy są jakieś bardziej zamknięte. Będę dobrze wspominał Mass Effect'a, ale według mnie nie dorasta do Fallout'a.
Przede mną Mass Effect 3. Ale muszę dać sobie czasu i się stęsknić, więc może za rok będzie recenzja trójki?
Ocena: 65%


Komentarze
Prześlij komentarz