
Nie, to nie jest kolejny film o samurajach produkcji azjatyckiej. To dzieło Jean-Pierre Melville uznawanego za mistrza kryminałów swoich czasów. Cieszę się, że w końcu obejrzałem jakąś klasykę. W złotej erze oglądania często po nie sięgałem. Trzeba sprawdzać, co leci na TVP Kultura, bo czasem można się pozytywnie zdziwić.
Główny bohater (tak ten na górze) jest mordercą na zlecenie. Dostaje kolejne zadanie, ale coś idzie nie pomyśli i policja będzie się nim interesowała. Pomoże mu kobieta, ale czy taka pomoc wystarczy?
To ten film kryminalny, gdzie od początku wiemy, kto jest zabójcą. Myślę, że najciekawsza część tej produkcji, to to że nie jesteśmy do końca pewni, czy główny bohater jest zły czy dobry. Nie mam tutaj wyraźnego podziału na czerń i biel. Są różne odcienie szarości i każdy ma coś za uszami.
Oglądało się to miło. Klimat można porównać do gry "Mafia 2". Stare samochody. Tajemne garaże, w których zmieniają tablice rejestracyjne. No i ten ubiór lat 60tych. Bardzo lubię się zagłębić w tamtym minionym świecie.
Sama historia jest dosyć klasycznie opowiedziana. Kurczę no film ma prawie sześćdziesiąt lat, ale trzyma się całkiem dobrze. Zakończenie może być zaskakujące. Jest taki balans między dobrem a złem. Wszystko wibruje.
Daję niecałą siódemkę.
Ocena: 69%

Komentarze
Prześlij komentarz