Jako świeżo upieczony fan horrorów postanowiłem spróbować coś niecodziennego. Ogólnie miałem zupełnie inne oczekiwania. Był taki film "Czarodziej z Gore". Opowiadał o tym, że pewien magik tworzył na scenie iluzje, a tak naprawdę mordował oglądających. Klasyk klina klasy B.
Fabuła kręci się wokół tego, że oglądamy program publicystyczny, gdzie jest mowa o niewytłumaczalnych zjawiskach. Ogląda się to faktycznie, jakby działo się w telewizji. Co jakiś czas są "reklamy" i widzimy, co się dzieje za kulisami.
Sam tytuł sugeruje, że będzie tu się działo coś złego. Jakaś mała apokalipsa. Może wampiry albo sam diabeł? To napięcie powoduje, że ciekawie się to ogląda. Przyjdzie nam jednak trochę poczekać, żeby zobaczyć prawdziwą magię.
Film mi się podobał, bo jest naprawdę oryginalnym obrazem. Mało jest bardzo rzeczy podobnych do "Późnej nocy z diabłem". Doceniam to.
Obejrzałem całość za jednym zamachem i byłem z tego zadowolony. Ten obraz sprawia, że musimy się od nowa zastanowić nad niewyjaśnionymi zjawiskami.
Ogólnie w trakcie seansu istnieje takie przeczucie, że to nie horror, jednakże po obejrzeniu całości, można ten obraz nazwać tym gatunkiem.
Wszyscy fani horroru śpieszcie się, bo już niedługo film zejdzie z Netflixa.
Ocena: 70%


Najbardziej przekonuje mnie tutaj pomysł z programem telewizyjnym i zaglądaniem za kulisy, bo taki sposób prowadzenia historii może dawać dużo większe poczucie, że oglądamy coś, czego nie powinniśmy oglądać. Ciekawi mnie też właśnie to stopniowe przesuwanie granicy między zwykłym programem a horrorem — chyba dużo bardziej działa na wyobraźnię niż gdyby od początku było wiadomo, z czym mamy do czynienia. 70% brzmi więc całkiem uczciwie, szczególnie jeśli film rzeczywiście wyróżnia się na tle innych horrorów.
OdpowiedzUsuńTak pomysł jest bardzo interesujący i dość dobrze przedstawiony. Brakowało mi tylko jakiejś soczystej dawki krwi. Wrrrr
Usuń