Oglądałem dość dawno ekranizacje tej książki, ale nie wiele z tego zapamiętałem. W każdym bądź razie zupełnie inaczej te dzieła odebrałem. Język pisany jest bardziej płynny, a film po prostu jest, jaki jest.
Historia dotyczy życia Billego. Posiada on dziwną zdolność, ponieważ potrafi się przemieszczać w czasie i wędruje w ten sposób po różnych fragmentach swojego życia. Przeżywa w kółko swoją śmierć, wojnę, życie rodzinne czy pobyt na obcej planecie...
Podobno jest to jedna z najlepszych książek antywojennych na świecie. Ja do tej pory z takim gatunkiem miałem dwa razy do czynienia. Po raz pierwszy oglądałem serial MASH. A w wieku dojrzewania trafiłem na dzieło "Paragraf 22". Obydwa te tytuły gorąco polecam.
Zaskoczyło mnie to. Zaskoczyła mnie "Rzeźnia numer pięć". Ta książka faktycznie krytykuje sam pomysł wojny, ale coś innego jest w niej fascynujące. Autor pokazuje nam losy głównego bohatera z lekką satyrą. Czyta się to łatwo i przyjemnie. Klimat jest genialny.
Dzięki motywowi skakania po linii czasu, trudno się tutaj nudzić. Czytamy, że Billy jedzie akurat pociągiem dla jeńców wojennych, a później przenosimy się na planetę obcych. Kosmici kiedyś porwali głównego bohatera i trudno się nie śmiać z tego wątku.
Ciężko mi stwierdzić dlaczego, ale książka ta atmosferą przypomina mi "Buszujący w zbożu". To chyba przez lekkie pióro, jakim obie te pozycje zostały napisane.
Będę stale polecał "Rzeźnie numer pięć". Jestem człowiekiem, który historią się mało interesuje, ale tutaj ona przedstawiona została w sposób interesujący. Czyta się to tak dobrze, jakby końca nie było widać. A gdy zbliża się koniec, to trudno uwierzyć, że ostatni raz śledzimy losy Billego.
Ocena: 85%

Komentarze
Prześlij komentarz