W ostatnim roku przeczytałem trzy książki pod tytułem "Instytut". Różnych autorów, zupełnie inne dzieła. Na przykład: Stephena Kinga - to mi się wielce podobało. Tym razem mowa o polskiej książce. Kupiłem gdzieś na promocji. Znałem nazwisko autora, więc powiedziałem sobie - trzeba spróbować. Uczucia? Nieco mieszane.
Sam pomysł na książkę jest interesujący. Grupa znajomych imprezuje w Instytucie - przyjmijmy że to nazwa mieszkania. Bohaterzy budzą się nad ranem i orientują, że drzwi są zamknięte. Nie da się wyjść. Znajdują się na piątym piętrze i będę musieli się zmierzyć z tą sytuacją oraz osobistą wytrzymałością.
To tyle dobrego na temat tej książki, bo ogólnie jest całkiem przeciętna. Sposób w jaki autor pod koniec nam wyjaśnia, dlaczego doszło do takiej sytuacji, jest mocno naciągany.
Książka jest krótka. Ma jakieś dwieście pięćdziesiąt stron. Czyta się szybko. Ogólnie Żulczyk to autor książki "Ślepnąc od świateł". Na jej podstawie nakręcono polski serial o tym samym tytule. Śmiem twierdzić, że to jeden z najlepszych polskich seriali ostatnich lat.
W sumie nie ma się tutaj do czego przyczepić. Bohaterzy są nieco zwariowani, ale ciekawi i da się ich lubić. Wątek "złej matki" jest trochę przykry.
Tak Panie Jakubie Żulczyku. Gdy kiedyś trafię na przecene innej Pana książki, to z ciekawości ją zakupię. "Instytut" ogólnie był dla mnie dziełem dość przeciętnym.
Ocena: 55%

Komentarze
Prześlij komentarz